Na tej stronie pragniemy przybliżyć Wam jej autorów oraz ich rodzinę czyli... nas.
Posiadamy trójkę dzieci i... psa, który musi wytrzymywać „przypływy miłości” naszej najmłodszej „latorośli”. Przeprowadziliśmy się pod koniec ubiegłego wieku do Przywidza - wioski położonej 32 km od centrum Gdańska (Przywidz opisujemy dokładniej na innej stronie). „Głowa rodziny” - Janusz pracuje w Portowej Straży Pożarnej „Florian” w Gdańsku od 1986 roku jako dowódca zmiany III oddziału II. Natomiast Magda - jego żona czuwa nad bezpieczeństwem rodziny.
Magda ukończyła studia filologiczne na Uniwersytecie Gdańskim w 2001 roku, on po ciężkim boju [zobacz relację 1 | 2 | 3 | 4 ] dopiero w 2004 roku, ale za to jaką! Politechnikę Gdańską - wielce szacowną i z tradycjami uczelnię. Teraz jako Pan Inżynier regeneruje siły, może będzie dalszy ciąg... kto to wie?
No i stało się. Oszalał, żona podpuściła dyrektor przyklepał, i znalazł sie na studiach w Szkole Głównej Słuzby Pożarniczej w Warszawie. Oj ciężkie studia, równe politechnice, a jeszcze każą zdać 23 przedmioty z inżynierki, czy da radę? Trzymajcie kciuki.
Wypada przedstawić teraz naszą rodzinę po kolei: Janusz, Magda, Marta, Kamil, Tomek. Wszyscy są zwariowani i... dobrze im z tym. Inaczej szarość życia była by nie do zniesienia. Janusz szaleje na punkcie komputerów, samochodów, żony i dzieci; Magda gdyby mogła to weki robiła by nawet z kory, potrafi ujarzmić resztę rodziny jakimś cudem trzymając ich na wodzy, ma bzika na punkcie męża i dzieci; Marta studiuje w Collegium Medicum im. Ludwika Rydygiera w Bydgoszczy. Wszystkich przeraża wizja badań, które nam wszystkim chce aplikować; Kamil z pojazdami chce związać swoje życie i podjął naukę w Technikum Samochodowym, typowy „bliźniak”, ze wszystkimi wadami i zaletami; Tomek - ogon bez którego nie można się nigdzie ruszyć, wszędzie go pełno, co z niego wyrośnie - jeszcze nie wiemy. Tak pokrótce można scharakteryzować nasze dusze - czyli typowa rodzinka polska.
Każdy dzień zaczyna też się od... wstania z łóżka. Później (jeśli świeci słoneczko) krótki spacer po śniadanku, lub wyprawa do lasu na... właściwie na co popadnie. Nigdy nie wiemy co przyniesiemy, dlatego bierzemy wiaderko, słoiki, i z parę siatek. Jeśli połów się nie udał, to choć trochę polnych kwiatów do domu targamy. W wolnych chwilach jeśli dorwiemy biednego zwierzaka to biesiadujemy na łonie natury delektując się smakiem mięsiwa z rożna.
Tak to wszystko wygląda, gdy jest piękna pogoda. W czasie dżdżu co robimy? Nie będę opisywał, typowa telewizyjna nuda. Odkąd mamy komputer w domu znacznie Janusz lepiej ją znosi. Zimą natomiast do nas można w ogóle nie dojechać! Droga wije się przez las ostrymi zakrętami ciągle pod lub z górki. Jeśli się nią jedzie, gdy spadnie świeży śnieg, widoki zapierają dech w piersi. Gdyby nie mróz to było przecudownie.
Na koniec o naszym rasowym kundlu słów kilka. Gdyby nie Magda i dzieci to by go w ogóle nie było. Żeby Janusz dał się udobruchać (nie dla tego, że zwierząt nie lubi, lecz dodatkowa morda do mięsa z rusztu), to wymyśliły, że go nazwą marką samochodu. Wybór padł na Renault (po polsku reno), i Januszowi głupio było wyrzucić z domu tak szacowną markę.
Ów ciężko jest o sobie pisać. Dobrze, że ten chaotyczny tekst mamy już za sobą. Chyba dobrze wypadł?